Moje El Dorado. Felieton Karoliny Nowakowskiej

DSC03671

Powstał wyjątkowy magazyn — ekskluzywne pismo dla naszych rodaków (ale nie tylko) odwiedzających niesamowite miejsce, jakim niewątpliwie jest Egipt. Dziwne, że nikt przed Iloną (Adamską— red. nacz. „Egypt Exclusive” — przyp.red) nie wpadł na ten pomysł wcześniej.

Kiedy zaczynała się moja przygoda z tym krajem, nie myślałam nawet, że mogłaby istnieć gazeta, która przybliży jego kulturę i zwyczaje, otworzy turystom oczy na jego piękno, ale i czyhające pułapki.

Dziś mam dużą przyjemność współtworzyć pierwszy numer „Egypt Exclusive”. To dla mnie duże przeżycie i radość, ponieważ moja miłość do Egiptu trwa już 10 lat. Na prośbę Wydawnictwa I.D.Media wybiorę się zatem w sentymentalną podróż po wspomnieniach i po raz pierwszy tak szczerze podzielę się na łamach tego portalu swoimi przeżyciami.

Poproszono mnie o osobisty tekst, oparty na własnych doświadczeniach i emocjach. Nic prostszego — pomyślałam — przecież udzieliłam już kilku wywiadów o swoich podróżach. Jednak tym razem kilkakrotnie zasiadałam do komputera i nie wiedziałam, jak zacząć. Jak przelać na papier tyle lat, tyle wspomnień, widoków, wzruszeń? Które uznać za warte Waszej uwagi i pomocne w podróży po Egipcie, a które za zbyt osobiste, by się nimi dzielić?

Wybór okazał się trudniejszy, niż przypuszczałam, więc po prostu zacznę zwyczajnie — od początku.

DSC03783

Moja miłość do Egiptu — jak każda wielka — zaczęła się przypadkowo. Jesienią 2004 roku tata (Marek Nowakowski — reżyser, aktor — przyp.red) zaproponował mi, abym w jego zastępstwie pojechała na tygodniowy wyjazd organizowany przez Reprezentację Artystów Polskich, w której wówczas grał towarzysko w piłkę nożną. Obowiązki zawodowe uniemożliwiły mu wyjazd. Chętnie przystałam na propozycję, ponieważ jestem ciepłolubna, a w tamtych stronach mnie jeszcze nie był. Podejrzewałam, że Egipt przypadnie mi do gustu. Nie myliłam się. Ale nie sądziłam też, że ta podróż na wiele lat zmieni cel moich podróży i myśli.

Dokładnie pamiętam pierwsze lądowanie w Hurghadzie. Doświadczyłam wówczas czegoś niezwykłego — przekraczając próg samolotu, poczułam, jakby ktoś zarzucał na mnie ciepły koc! Tak, brzmi zabawnie, ale zawsze czekam na ten moment z niecierpliwością. Wkraczam wtedy w inny świat. Bo na przestrzeni tych lat Egipt stał się dla mnie właśnie oderwaniem, ucieczką w odmienną rzeczywistość. Lepszą, bo bezproblemową. Przyjazną, bo upalną. Bliski, bo tak daleki od trudnej często rzeczywistości.

Podczas pierwszego pobytu nie świadomości przeczuwałam jeszcze, jak ważne stanie się dla mnie to miejsce. Wtedy, jako bardzo młoda dziewczyna, zachwycałam się przede wszystkim wyjątkowymi okolicznościami tamtejszej przyrody. Moje serce od pierwszego wejrzenia rozkochało się w Morzu Czerwonym, mieniącym się wszystkimi odcieniami błękitu niezależnie od pory dnia. Widok zawsze bezchmurnego (jeszcze wtedy) nieba także wpływa na mnie kojąco i nieprzerwanie do niego tęsknię.

Odkąd pamiętam, zawsze od zim bliższe było mi lato. Codzienne plażowanie, które dla niektórych jest męką, dla mnie stanowiło ogromną przyjemność. Szybko zauważyłam, że w temperaturach powyżej 30 stopni Celsjusza czuję się jak ryba w wodzie, a po całym dniu spędzonym w tamtejszym słońcu – staję się gotowa do działania. Słońce i woda. Nic więcej nie było mi do szczęścia potrzebne.

Urzekało mnie wtedy wszystko co egipskie, mimo że podczas tego wyjazdu niewiele czasu spędziłam poza hotelem. Przy drugim pobycie zrozumiałam swój błąd, który popełniany jest zarazem przez wielu turystów. Niemniej, tydzień spędzony w przemiłym artystycznym towarzystwie zaowocował chęcią szybkiego powrotu do raju. Już wtedy czułam, że wrócę.

Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, nie musiałam czekać zbyt długo. Okazało się, że z powodów zawodowych do Hurghady przeprowadza się mój przyjaciel Michał. Naturalnym zatem wydawało się odwiedzenie go w najbliższym możliwym terminie. Byłam wtedy studentką, więc w nagrodę za dobrze zdaną sesję zafundowałam sobie kolejną podróż do kraju Faraonów, która — jak się potem okazało —bardzo wpłynęła na moje życie. Dlaczego? Sama często zadaję sobie to pytanie. Bo kto umie powiedzieć, co wpływa na to, że w nowym miejscu czujemy się dobrze jak w domu?

Patrząc z perspektywy czasu, dochodzę do wniosku, że duży wpływ na moje odczucia miała możliwość skosztowania prawdziwego egipskiego życia. Wielokrotnie zakwaterowanie w hotelu zamieniałam na zakwaterowanie w mieszkaniu. Robiłam zakupy w miejscowych sklepach, przygotowywałam posiłki (i wbrew powszechnej panice, na herbatę gotowałam wodę z kranu i nie zabiło mnie to!), zanosiłam rzeczy do pralni, korzystałam z publicznej plaży, poruszałam się środkami komunikacji… Do normalnego życia brakowało mi właściwie tylko pracy, ale spędzałam sporo czasu w biurze podróży, w którym pracował mój Przyjaciel. Codzienność w Egipcie upływała przyjemnie, spokojnie (tam nikt się nie śpieszy, bo wszystko można zrobić bukra, czyli jutro), niby podobnie, a jednak tak pięknie inaczej. Czułam się tam dobrze i nie przeszkadzał mi nawet panujący powszechnie bałagan i prowizorka (spadające na głowę karnisze, odpadające kontakty i uchwyty w szafkach w nowych mieszkaniach należą do normy), co jest dziwne, biorąc pod uwagę moje zamiłowanie do porządku i precyzji.

 

Dzięki Michałowi poznawałam wielu miejscowych ludzi, a przez nich — kulturę Egiptu i mentalność Egipcjan. Oczywiście, że do mentalności nadal mam wiele zastrzeżeń, jednak, mimo różnic, z kilkoma osobami utrzymuję kontakt do dziś. To wspaniałe uczucie wiedzieć, że mimo dzielącej nas odległości i spotkań raz, dwa razy w roku, tworzy się przyjaźnie i znajomości, które budowały się przez lata i będą trwać, bo są szczere i dzięki temu tak wartościowe.

Wciąż zastanawiam się, na czym skupić się pisząc ten tekst. To trudne, bo kiedy myślę „Egipt”, mam przed oczami wiele wyjątkowych chwil, zdarzeń, osób, obrazów, emocji. Ciężko je wartościować.

Egipt to dla mnie przede wszystkim magiczny czas beztroski, młodzieńczej zabawy i wolności. I dziwna jest świadomość, że pewnych miejsc, które uwielbiałam, w których przez lata się śmiałam, bawiłam i wspaniale spędzałam czas z przyjaciółmi (m. in. kultowy klub „Ministry of Sound”, w którym przez lata godzinami tańczyłam, raniąc stopy na betonie; czy mój ukochany lokal „Shade” w nowszej części Hurghady, tzw. Marinie) już nie ma. Z różnych powodów nie istnieją lub na ich miejscu powstały nowe, modne obecnie, lokale.

Ale Egipt to też niesamowite doznania, których nigdy nie zapomnę. Do takich z pewnością należy wyprawa na Synaj — Górę Mojżesza położoną w południowej części Półwyspu Synaj. Według „Starego Testamentu”, Bóg Jahwe przekazał tam Mojżeszowi kamienne tablice z dziesięciorgiem przykazań i zawarł przymierze z narodem izraelskim. Dla mnie ta wycieczka, okupiona bólem nóg i zmęczeniem (długa podróż autokarem, całonocna wspinaczka na szczyt znajdujący się na wysokości 2285 m n.p.m., zwiedzanie położonego u stóp góry Klasztoru św. Katarzyny) na zawsze pozostanie największym przeżyciem mistycznym, jakiego dane mi było doświadczyć. Nie mam słów, by opisać uczucia towarzyszące wstawaniu Słońca, kiedy stałam na szczycie. Nigdy nie czułam się tak blisko Boga. Tego nie można nazwać, to trzeba przeżyć i każdemu bez wyjątku polecam tę wyprawę. Bo każdy — niezależnie od wyznawanej religii i przekonań — przeżyje tam katharsis i z pewnością znajdzie odpowiedzi na wiele nurtujących pytań. Ze mną właśnie tak było.

DSC_0177

Egipt stał się dla mnie także synonimem spełniania marzeń. Podczas pierwszego pobytu w Kairze, który zrobił na mnie ogromne wrażenie, w 2007 roku, wymyśliłam sobie, że kiedyś o zachodzie słońca będę galopować konno, a w tle stać będą piramidy. Chciałam poznać je i zachwycać się nimi, wybierając drogę inną niż tę, którą wybiera większość turystów (swoją drogą karygodnym jest, że organizatorzy wycieczek zawsze poświęcają dwa razy więcej czasu na zwiedzanie perfumerii i muzeum pseudo‑papirusów niż tych wyjątkowych cudów świata!). Kair, w którym byłam kilkakrotnie, za każdym razem jawił mi się jako wielkie, brudne, hałaśliwe miasto, krzyczące klaksonami w dzień i sympatyczną wrzawą wieczorem, kiedy wszystkie przydrożne kafejki zapełniali Egipcjanie (miejscowych kobiet nie pamiętam…), oddając się towarzyskim rozmowom przy sheeshy, bądź wspólnemu kibicowaniu egipskiej drużynie piłkarskiej. Na mapie jego zwiedzania należy zaznaczyć Muzeum Narodowe, którego — jeśli tylko nie przeraża Was tłum — po prostu nie możecie ominąć. To wielka kopalnia wiedzy historycznej.

Kair i jego atrakcje pozwalają poczuć magię czasu, dając nam szansę dotknięcia historii sprzed tysięcy lat. Imponujące piramidy, eksponaty muzealne, Sfinks (który zaskoczył mnie swoim rozmiarem, bo nam przedstawiany jest jako wielki, a tymczasem jest średniego wzrostu) — wszystko to robi ogromne wrażenie. Turyści są zachwyceni. Jednak nic nie zrobiło na mnie większego wrażenia niż dom znajomego w Gizie (część Kairu, w której są Piramidy i Sfinks), w którym mieszkałam podczas ostatniego pobytu. To był prawdziwy Kair. Tuż za rogiem, dosłownie paręset metrów od atrakcji turystycznych, jest normalne osiedle, część mieszkalna. Sklepy, stargany, oblepione muchami mięso wiszące na hakach przy ulicy, tragarze podróżujący po mieście na osiołkach, sztywne od upału pranie suszące się na sznurkach, dzieci grające w piłkę na ulicy. Toczy się tam zwyczajne życie.

Dom Alego jest tradycyjnym wielopokoleniowym domem egipskiej rodziny. Rodzice mieszkają na parterze, a im wyższe piętro domu, tym młodsze dziecko. Bardzo doceniałam gościnność mojego gospodarza, wzruszały mnie serwowane specjały kuchni arabskiej, które stanowiły dla mnie smakowe rebusy. Jednak panujące w jego domu rodzinnym warunki wymagały ode mnie dużego samozaparcia i wiary w wartość tej przygody. Ciężko opisać moje zaskoczenie, ale za opis niech wystarczą Wam zaproponowane mi do spania poduchy wypchane sianem, kilogramy cebuli na podłodze czy kury z kozami na dachu. Ponadto z moich obserwacji wynika, że niemal wszystkie domy są tam niewykończone i prawie z każdego wystają niebezpieczne pręty (nigdy nie wiadomo, kiedy budowa się zakończy; podobno za niewykończony dom nie trzeba płacić w Egipcie podatków, więc wszyscy wykorzystują ten przepis).

Uwielbiam lokalny folklor. Uważam, że jest on znacznie ciekawszy niż atrakcje hotelowe czy te stworzone specjalnie dla turystów (jak np. główny deptak w Sharm el Sheikh). Jednak podczas spacerów po Kairze zawsze poraża mnie rozstrzał między istniejącymi tam klasami społecznymi. Nie ma typowej klasy średniej, są albo biedni, albo bardzo bogaci, a przynajmniej tak to odbieram. Życzę Egiptowi, aby ten stan rzeczy się zmienił. W kurortach nie odczuwa się tego aż tak bardzo, niemniej dysproporcja też jest zauważalna.

Wracając do mojego spełnionego marzenia… Okazuje się, że nie ma rzeczy niemożliwych — trzeba tylko chcieć i znać odpowiednich ludzi. Po raz kolejny przekonałam się, że znajomość z Egipcjanami otwiera tam wiele niedostępnych dla zwykłych turystów drzwi (nie wspomnę już o darmowych wejściach do klubów czy na łodzie wycieczkowe). Miałam duże szczęście zwiedzać Kair w towarzystwie jego mieszkańca. Dzięki temu mogłam podróżować lokalnymi rykszami, jeść w kairskim domu, biesiadować w miejscowych knajpkach, ale przede wszystkim dane mi było odwiedzić stadninę koni i wyruszyć w podróż do spełnienia marzeń. Jeżdżę konno od młodych lat, jednak tej przejażdżki nie porównam nigdy do żadnej innej, bo nie jestem w stanie.

Asila — tak nazywała się piękna klacz arabska, którą przydzielił mi sympatyczny Egipcjanin, widząc mój zachwyt nad nią. Cudownie zbudowana, spokojna, gotowa, by dostarczyć mi upragnionych przeżyć.

Mimo zdjęć, filmów i wciąż tak wyraźnych obrazów w głowie, nie potrafię celnie oddać tego, co czułam, galopując pod piramidami o zachodzie słońca… Nie brałam nawet pod uwagę, że kiedyś będę mogła to zrealizować.

Nieprawdopodobna wolność, radość, śmiech a jednocześnie cisza, którą rozrywał tylko tętent kopyt i niesamowity zapach unoszącego się w powietrzu, stygnącego po całodziennym upale, piasku pustyni… Świat nie istniał, ale jednocześna świadomość jego istnienia, tak silna w obliczu Piramid, mieszały sie we mnie. Kolejne trudne do opowiedzenia, ale nadzwyczaj piękne egipskie doznania.

Egipt oferuje tak wiele atrakcji, że z pewnością należy go odwiedzić wielokrotne, aby skorzystać ze wszystkich. Oprócz wspomnianego przeze mnie Synaju i Kairu z pewnością warto obejrzeć przepiękny Luksor ze słynnymi Kolosami Memnona, Doliną Królów i Królowych (nekropolia największych władców egipskich). Podobno bardzo ciekawym przeżyciem jest wycieczka balonem, podczas której można zobaczyć Luksor z lotu ptaka. To jeszcze przede mną.

Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o wycieczkach dla tych, którzy nie przepadają za zwiedzaniem. Paradise i Giftun to wyjątkowo urokliwe wyspy z pięknymi plażami, widokami i bajecznymi rafami. Wyprawy w te miejsca dadzą Wam możliwość spędzenia dnia, plażując na łodzi (wypływa się około godziny 8 rano a wraca około godziny 17), na jednych z najcudowniejszych tam plaż, jak również spróbować nurkowania (z butlą lub bez, w zależności od chęci) lub po prostu kąpieli w morzu (to zdecydowanie mój typ!).

Z miejscowości turystycznych, które odwiedziłam (Safaga, Sharm el Sheikh, Hurghada), moim faworytem zdecydowanie jest Hurghada, która, oprócz pięknych plaż, więcej atrakcji oferuje młodszym turystom, żądnym zabawy i rozrywki. Życie nocne zaczyna się tam około godziny 22 i trwa do późnych godzin nocnych, a właściwie do wczesnych godzin rannych, oferując różnego typu lokale. Ja miałam swoje ulubione miejsca, które odwiedzałam regularnie. Dlatego zawsze czekał na mnie stolik. Egipcjanie potrafią być niezwykle serdeczni, jeśli tylko chcą.

Pisząc „o moim Egipcie”, nie mogę nie wspomnieć o wyjątkowości tego miejsca także z powodów rodzinnych. Nie jest tajemnicą, że zarówno ja, jak i moi rodzice kochamy ciepło. Fascynację tym kierunkiem przeniosłam nieco na nich i tak zaczęliśmy wybierać Egipt jako miejsce spędzania Świąt Bożego Narodzenia — łącząc rodzinnie spędzony czas z odpoczynkiem. Te właśnie święta wspominam najlepiej. Okazało się bowiem, że magia świąt jest w nas — nie w choince, w śniegu czy przedświątecznej bieganinie po sklepach, którą każdy z nas tak dobrze zna. Żadne późniejsze święta nie były w moim odczuciu tak rodzinne i prawdziwe jak te pierwsze spędzone w Egipcie. Był oczywiście opłatek, jak również przywiezione z Polski pieczywo i śledzie. Kolacja wigilijna w malutkiej lokalnej restauracyjce w Safadze (właściwe wiosce), w której przejęty naszą obecnością właściciel przekazał nam na talerzu całe swoje serce, dała nam odczuć prawdziwą magię świąt. Paradoksalnie — w upalnym kraju zrozumiałam, na czym naprawdę powinny polegać zimowe święta.

Wspominając, przychodzą mi do głowy również sytuacje bardzo zabawne, związane z moją pracą. Na przykład ta: normalny dzień wakacji w Egipcie. Po śniadaniu, już w kostiumie kąpielowym i ze wszystkimi atrybutami szalonego opalacza, podążam w kierunku upolowanego wzrokiem leżaka (a jego miejsce jest niezmiernie ważne, ponieważ staje się on moją przystanią na cały dzień). Nagle podchodzi do mnie kilka osób, spośród których prym zdecydowanie wiedzie pani w średnim wieku i nieśmiało mówi mi „dzień dobry” po polsku. Lekko zaskoczona odpowiadam z uśmiechem i udaję się w kierunku swojego celu, na co pani zdziwiona, że jej odpowiedziałam, pyta mnie, czy jestem Polką. Odpowiadam, że owszem (choć nie wiem dlaczego, przecież moja reakcja na jej zaczepkę już stanowiła dowód w sprawie). Na moje słowa pani wielce uradowana rzuca się na mnie i z radością w głosie mówi do mnie i do swoich bliskich: „Wszyscy myślą, że pani jest w Berlinie, a pani jest w Egipcie!”.

Rzecz się miała oczywiście a propos mojej postaci z serialu „M jak Miłość” — Olgi, którą scenarzyści wysłali w owym czasie do Niemiec. Zareagowałam śmiechem, tłumacząc miłej pani, że jestem w Hurghadzie prywatnie, na wakacjach, tak jak ona. Pani przyjęła moje słowa, a na koniec dodała tylko: „Proszę mi powiedzieć, bo się ciągle zastanawiam — pani jest Olga czy Aleksandra Nowakowska?”. Moja mina była zapewne bezcenna.

Tego typu sytuacje w Egipcie, zresztą bardzo zabawne i miłe, zdarzały mi się na przestrzeni lat często. Podczas tych wielu pobytów (w paszporcie mam niemal 20 egipskich wiz) miałam okazję poznać wspaniałych ludzi z Polski i nie tylko, z którymi nadal jestem w kontakcie. Podróże łączą, tego jestem pewna.

Przez wiele lat czułam się w Egipcie bardzo bezpiecznie, jak w domu. Czasem w rozmowie ze znajomymi tłumaczyłam, że tam czuję się bezpieczniej niż na własnym osiedlu, bo taka była prawda. Niestety sytuacja polityczna tego kraju i związane z nią zamieszki towarzyszące rewolucji, musiały odbić się echem. I o ile dbano o to, by nie odbiły się na turystyce, o tyle zaczęły odbijać się na samych turystach. I tak właśnie w moich oczach Egipt zaczął się zmieniać.

Najsmutniejszym przeżyciem była dla mnie sytuacja z poprzedniego roku, kiedy wybrałam się (jak co wieczór) taksówką do Mariny (nowsza część Hurghady). Jechałam na koncert znajomych z zespołu „13 daze” (grupa bardzo utalentowanych muzyków z Anglii, Szwecji i Egiptu). Niestety nie było mi dane dotrzeć na ich występ, ponieważ taksówkę napadła grupa młodocianych Egipcjan, którzy próbowali wedrzeć się do środka, aby mnie okraść (co już było szokujące i bardzo nieprzyjemne). A kiedy to im się nie udało, obrzucili naszą taksówkę kamieniami, co spowodowało, że wraz z taksówkarzem musiałam pojechać do najbliższego punktu policji turystycznej na składanie zeznań. Był to dla mnie duży wstrząs i kolejny, po anomaliach pogodowych, zwiastun zmian w Egipcie (bo czy normalnym są śnieg i kilkudniowy deszcz, który w ostatnim czasie tam padał? Początkowo koledzy Egipcjanie prosili mnie w żartach, żebym przywiozła im śnieg z Polski, a teraz mają własny).

Wszystko się zmienia, jak się okazuje, nawet pogoda w Egipcie. Niemniej nie zmieni się nigdy to, co czuję, myśląc „Egipt”.

El Dorado to legendarna kraina w Ameryce Południowej pełna złota. Dla mnie taką właśnie krainą stał się Egipt. Magicznym miejscem, pełnym złota w postaci uśmiechu, spokoju, spełnienia, ludzi, emocji, wrażeń — moją bajką. Powszechnie wiadomo, że klimat zawsze tworzą ludzie. Jeśli do wyjątkowych ludzi dodamy ukochane miejsce, w którym czujemy się dobrze, swobodnie i bezpiecznie, mamy prywatny raj. I tak było ze mną… Tym bardziej dziękuję I.D Media za szansę przypomnienia sobie tych wspaniałych chwil. Aż chce się jechać do Egiptu.

Bardzo zachęcam wszystkich czytelników „Egypt Exclusive” do odwiedzenia wspomnianych przeze mnie miejsc. Mam nadzieję, że powyższe wskazówki okażą się pomocne. Stwórzcie też swój własny pogląd na to wyjątkowe miejsce, jakim nadal jest kraj Faraonów.

Z upalnym pozdrowieniem

Karolina Nowakowska

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>